Dzisiaj jest: 30 Lipiec 2010r. Imieniny: Julity i Ludmiły
Pozdrowienia: brak pozdrowień
Menu główne
Strona główna
Mapa miejscowości
Targanice
   - Wykaz ulic
   - Centrum
   - Jak dotrzeć?
   - PoÅ‚ożenie
   - Targanice (IT)
   - Targanice (EN)
   - Historia
   - Legenda o skarbniku
   - Legenda o Burym
KGW
Parafia
Halniak Targanice
ZSS Targanice
Galeria zdjęć
Mieszkańcy na stronie
Redakcja
Aktualności
WIELKANOC 2010 „Zm...
„ChcÄ™ być zdrowyâ€...
PowiatowyTurniej Wiedz...
Czy twoje dziecko jest...
GminnyTurniej Wiedzy P...
Losowy obrazek
Statystyki
Oglądalności:
• dzisiaj 262 osób.
• wczoraj 337 osób.
• w miesciÄ…cu 11044 osób
• ogółem 116761 wejść

Serwisu:
65 mieszkańców
23 zdjęć mieszkańców
Info
Portal Andrychowski
Wadowice
Andrychów
Roczyny
Roczyny (O)
Legenda o skarbniku
Nikt nie wie od kiedy i w jakich okolicznościach jaskinię pod jednym ze szczytów leżących pomiędzy Targanicami, a Brzezinką za swoje siedlisko obrał beskidzki Skarbnik. I nikt by nie wiedział, że tam mieszka, gdyby nie historia, która wydarzyła się na tym terenie przed wielu laty.

Nad rzeką Targaniczanką w okazałym młynie żyła bogata, skąpa wdowa ze swoją bardzo pyszną, zarozumiałą i leniwą córką. Młynarzowa chuchała i dmuchała na dziecinę, karmiła najprzedniejszym jadłem i napitkiem, ubierała w najpiękniejsze spódnice, bluzki i serdaki, byle tylko ta choć przez chwilę była zadowolona. Mimo wszelkich starań Zośka, bo tak miała na imię, wiecznie na wszystko i wszystkich narzekała. Znudziło się w końcu matce usługiwać córuni, ponieważ miała huk roboty z mieleniem ziarna dlatego postanowiła wynająć do pomocy jakąś dziewczynę. Chodziła po wsi, ugadywała to jedną to drugą kandydatkę, ale wszystkie chętne do pracy znając charaktery domowniczek młyna nie chciały za żadne skarby iść na taką służbę. Po wielu dniach bez efektywnych zabiegów czynionych przez matkę do młyna przyszła ubogo ubrana dziewczyna o imieniu Maria prosić o pracę.

Rodzice Marysi od wielu lat już nie żyli i dziewczyna po ich śmierci chodziła z chaty do chaty i za łyżkę strawy, kubek mleka czy snopek pod głowę na nocleg wykonywała różne prace gospodarskie. Młynarzowa zacierała ręce z zadowolenia, gdyż dziewczyna za wyżywienie i spanie zgodziła się przez cały dzień usługiwać Zośce.Dla sieroty nastały dni ciężkiej i morderczej pracy, ponieważ leniwa i złośliwa jej rówieśnica po otrzymaniu od matki niewolnicy rozbiesiła się zupełnie. Do najdrobniejszych spraw typu rozwiązanie trzewika, zapięcie guzika, zawiązanie kokardy wołała Marysię, a gdy ta zbyt wolno wykonywała polecenie, otrzymywała kuksańca w bok lub inną karę cielesną. Nieraz dziewczę przykucnęło na moment, by trochę odpocząć widząc to złośnica rozlewała jakiś płyn, czy też rozsypywała cokolwiek i kazała jej sprzątać. Jedynym wytchnieniem dla sieroty były wieczory i noce, ponieważ leniwa Zośka o zmierzchu kładła się do łóżka i budziła kiedy koguty piały na godzinę dziesiątą. Marysia wówczas jeżeli nie otrzymała dodatko -wego zajęcia od gospodyni, siadała nad stawem zasilającym młyn w wodę, rozplątywała gruby warkocz i przeglądając się w krystalicznie czystym wodnym zwierciadle, czesała długie czarne włosy. Zdarzyło się pewnego razu, iż skracając sobie drogę do domu nad sadzawkę zaszedł młody drwal Adam. Zobaczył piękną pannę, spodobała mu się od pierwszego wejrzenia, przysiadł i grzecznie zapytał o pozwolenie na rozmowę. Dziewczynie również przypadł do gustu ten przystojny choć nędznie ubrany chłopak. Zrazu rozmawiali o pogodzie i innych dyrdymałach, ale gdy się już miało ku północy zaczęli wylewać wzajemnie do samotnych serc wszelkie żale nagromadzone od wielu lat w czasie trudnego życia. Ona z łzami w oczach opowiadała o ponie -wierce, drwal mówił o nędznej chacie i marnej zapłacie za ciężką pracę przy wyrębie lasu. Po tej pierwszej nocnej rozmowie postanowili w każdą sobotę i niedzielę o zmierzchu spotykać się w tym samym miejscu.

Od tego czasu życie dla obojga było już łatwiejsze i nieco radośniejsze, ponieważ istniał drugi człowiek, któremu mogli się zwierzyć.

Mężnie znosili wszelkie trudy i upokorzenia, gdyż dwukrotne wieczorne spotkania wymazywały całe zło, gorycz i wszelkie rany z pozostałych dni tygodnia. Młynarzowa bardzo wścibska szybko dostrzegła nocny obiekt spotkań posługaczki. Zawrzało z zazdrości złośliwe matczyne serce. Postanowiła zabronić dziewczynie spotkań z chłopakiem, lub przy nadarzającej się okazji, gdy będzie miała inną osobę na jej miejsce, wyrzucić sierotę z młyna. Po groźbach wyrażonych wrzaskami i krzakami, Marysia dla świętego spokoju obiecała gospodyni zerwać kontakt z Adamem. Pewnej soboty młynarzowa z córką wyjechały na dwudniowe wesele do sąsiedniej wioski. Dziewczyna tylko czekała na taką okazję, pobiegła do ukochanego i wszystko dokładnie mu wyłożyła w sprawie zakazu spotkań zarządzonego przez młynarzową. Adam zafrasował się bardzo na cały ten ambaras wywołany przez złośliwą gospodynię, lecz po długim namyśle powiedział:
- Marysiu od dawna zamierzałem wziąć cię za żonę, ale z braku pieniędzy na wesele odkładam oficjalne oświadczyny, teraz nadszedł najwyższy czas na zadanie tego pytania:
- Czy chcesz być moją do końca życia?
- Tak. Odpowiedziała dziewczyna i dodała.
- Słyszałam od jednego chłopca, iż pod górą po drugiej stronie rzeki jest ukryta pieczara wypełniona złotem i drogocennymi kamieniami.

Raz w roku w przeddzień rozpoczęcia zapustów otwiera się ona dla biednych ludzi. Pójdę – może trochę skarbów przyniosę i skończą się nasze kłopoty. Adam jako mężczyzna nie wierzył w takie babskie bajanie, ale dla świętego spokoju wyraził zgodę na ten wypad. W wigilię przed pierwszym zapustnym dniem nim na północ kur zaczął piać, wymknęła się cichutko z młyna, przeszła przez zamarzniętą rzekę i powoli z trudem rozpoczęła wspinaczkę pod górę klucząc po zboczu, by móc łatwiej w gęstwinie leśnej wypatrzyć wejście do jaskini. Przez kilka godzin wędrowała po stoku i gdy już zaczęła robić sobie wyrzuty, że tak dała się zwieść ludzkiemu gadaniu, nagle widzi wśród drzew u podnóża szczytu jasne światło. Choć była bardzo zmęczona jeszcze raz z mozołem wydrapała się do miejsca skąd wypływał jasny ciepły blask. I co widzi. Do wnętrza góry prowadzi chodnik oświetlony światłem bijącym ze ścian i stropu. Poszła więc tą drogą w dół i po krótkiej chwili znalazła się w ogromnej pieczarze wypełnionej złotem i kamieniami szlachetnymi. Pod jedną ze ścian na byle jakiej pryczy leżał starzec oblany potem, który skinął na dziewczynę i powiedział:
- Panienko jestem chory i mam bardzo wielkie pragnienie, proszę przynieś mi kubek wody do napicia z tamtego źródła tryskającego pod przeciwną ścianą. Marysia niewiele myśląc wzięła cebrzyk i szybko pobiegła po wodę. Wróciła, postawiła pełne wiadro koło łóżka, napełniła kubek i podała to skromne picie staruszkowi. Gdy ten ugasił pragnienie, posadziła na pryczy, poprawiła poduszki pod głową, ponaciągała prześcieradła byle dziadkowi było lepiej leżeć. Starzec podziękował za pomoc i poprosił o kilka chwil pogawędki. Choć bardzo była spóźniona i wiedziała o czekającej ją karze po powrocie do domu, siadła przy chorym człowieku i wysłuchała jego opowieści. Sędziwy mężczyzna objaśnił jej, iż jest skarbnikiem górskim zamieszkującym grotę od niepamiętnych czasów. Drogocenne kamienie i szlachetne kruszce wydobywa w Sudetach, Tatrach i Beskidach, przynosi do jaskini wykuwa monety, a gdy kto z biednych o miłosiernym sercu jest w wielkiej potrzebie, otwiera podziemne domostwo na jego niedolę i ofiarowuje mu swoja pomoc.

Na prośbę Skarbnika Marysia opowiada o ciężkiej pracy, złej młynarzowej i wszystkich nieszczęściach całego życia. Starzec zasępił się zmarszczył czoło i rzekł:
- Jesteś bardzo dobrym dzieckiem, masz czyste serce, umiesz pomagać potrzebującym, dlatego możesz wziąć złota i szlachetnych kamieni ile uniesiesz.
- Ponadto zobowiązuję cię byś nie wracała już do chciwej gospodyni, lecz prosto masz iść do przyszłego męża.

Dziewczyna nabrała do zapaski kilka garści jednego i drugiego dobra, zawiązała w tobołek i po grzecznym podziękowaniu Skarbnikowi za tak wielki dar, wyszła z jaskini. Wielce zdumiał się Adam, gdy Marysia weszła do izby i na stół wysypała zawartość zawiniątka. Nic już nie stało na przeszkodzie do wyprawienia wesela. Po dwóch tygodniach wzięli ślub i szczęście zagościło w ich domu.

Adam pracowity i obrotny za część skarbu wybudował nad rzeką młyn i tartak. Przychylny ludziom tanio brał za usługi dlatego waliły do niego tłumy potrzebujących, przez co miał pełne ręce roboty przynoszącej sprawiedliwe zyski. Tę rodzinną sielankę po paru miesiącach przerwała zawistna młynarzowa. Wściekła na posługaczkę, która bez opowiedzenia ją opuściła, zarazem zazdrosna o powodzenie i przychylność losu młodej pary, wpadła kiedyś do ich domu zagrażając posądzeniem Marysi o kradzież, jeżeli nie wyjawi skąd wzięli pieniądze na wesele, młyn i tartak. Biedna dziewczyna będąc sama w mieszkaniu wystraszyła się nie na żarty i wyznała babie wszystko jak na spowiedzi. Ta po powrocie do domu tak, gadała, namawiała, podchlebiała Zośce, aż ją w końcu namówiła, by piątego stycznia w noc przed rozpoczęciem zapustów w góry po skarb do beskidzkiego dziada wyruszyła.

Gdy nadszedł wyznaczony dzień, ubrała córunie cieplutko, dała jadła i napitku oraz duże wory na kosztowności. Leniwa dziewka z trudem przeszła przez rzekę i niechętnie rozpoczęła wspinaczkę na szczyt. Daleko nie zaszła, ponieważ nagle przed jej nogami otworzył się oświetlony szeroki korytarz, którym weszła do wnętrza góry. Od razu zauważyła kopce złota i szlachetnych kamieni, mimo błagalnych znaków dawanych przez dziada leżącego w kącie, rzuciła się na całe to złoto i zachłannie pakowała do worków. Zarzuciła mieszki na plecy i złamana w pół pod ciężarem ledwo wyszła z jaskini. Pogięta i pokrzywiona we wszystkie strony z wielkim trudem dotarła do domu. Młynarzowa wysypała natychmiast zawartość worków na podłogę. I co widzi, zamiast złota leżą dwie kupy zwyczajnych kamieni. Z wściekłości tak zaczęła lamentować i wrzeszczeć wniebogłosy, iż zerwała mówiące struny tracąc głos, natomiast leniwa córka powyginana od ciężaru jak siódmy paragraf do końca życia została kaleką. Od tego dnia młyn przestał przynosić dochody nie remontowany z braku funduszy w końcu zamienił się w ruinę i obie kobiety musiały pójść po prośbie na wieś.

Tymczasem w domu Adama i Marii zakwiliły dzieci, które po wielu latach miały swoje dzieci, wnuczki miały następne dzieci i całe to pokolenie i ich sąsiedzi, szczyt z ukrytymi skarbami od tamtych czasów nazywali Złotą Górką. I teraz gdy będziecie w Beskidzie Małym w okolicach Złotej Górki wsłuchujcie się we wszystkie dźwięki płynące z wnętrza, może dotrze do was odgłos przesypywania szlachetnych kamieni czy stukot młota Skarbnika kującego złote monety dla biednych ludzi.

Opracował: mgr inż. Bogusław Michalak

Wyszukiwarka
Twój profil
Login:
Hasło:
OK
• Przypomnij hasło
• Zarejestruj się
Ankieta
Opóźnione otwarcie Basenu w Andrychowie to:



Pogoda dla Targanic
Sobota, 31.07.2010
   22 12 °C
1021 hPa
Wiatr:   11 km/h
Deszcz:   1.1 mm
Åšnieg:   0.0 mm
Niedziela, 01.08.2010
   25 13 °C
1014 hPa
Wiatr:   0 km/h
Deszcz:   0.0 mm
Åšnieg:   0.0 mm
mieszkancom.pl - serwisy dla miejscowości. Hosting - Linuxpl.com Korzystanie z serwisu oznacza akceptacje regulaminu.
Strony internetowe wizytówki ulotki a5 a6 a4 sklepy www wrocław andrychów kraków katowice bielsko warszawa wadowice | Wózki widłowe | Sklejka iglasta